Zwierzęta kradną sobie nawzajem truciznę

Niektóre trujące zwierzęta same nie wytwarzają trucizny, ale używają cudzych. Niedawno naukowcy odkryli żabę, której długość wynosi zaledwie jeden centymetr, ale jej trucizna wystarczy, aby zabić kilka osób. Ustalono, że odbiera tę śmiertelną substancję od jadowitych kleszczy, którymi się żywi. I tak wiele żywych stworzeń robi ...

Nie tak dawno temu naukowcy odkryli niesamowitą żabę w górskich lasach Kuby. Jego długość wynosi zaledwie 10 milimetrów, więc to maleństwo może zmieścić się całkowicie na kciuku osoby dorosłej. Jednak nie warto go podnosić, ponieważ jest bardzo trujący.

Na skórze tej miękiszu, zwanej Eleutherodactylus iberia, znajdują się tysiące gruczołów wydzielających śmiertelne alkaloidy, które działają jak neurotoksyny. Substancje te zwiększają przepuszczalność błony komórek nerwowych i mięśniowych dla jonów sodu. Z tego powodu potencjał elektryczny komórki nerwowej zmienia się i nie może ona dłużej przewodzić impulsów. W rezultacie dochodzi do arytmii serca, co prowadzi do jej zatrzymania.

Jednak malutka żaba nie jest w stanie użyć swojej trucizny jako broni do ataku, ponieważ nie ma narządów, które pomogłyby wstrzyknąć toksyny do ciała agresora lub ofiary. To miniaturowe stworzenie może zabić osobę tylko wtedy, gdy nie myje rąk po kontakcie z nią. Ale najciekawsze jest to, że żaba nie jest w stanie wyprodukować własnej śmiercionośnej broni.

Naukowcy, studiując skład trucizny, doszli do wniosku, że to stworzenie otrzymuje ją wraz z jedzeniem. Faktem jest, że ta żaba, podobnie jak jej krewni, jest drapieżnikiem, którego ulubionym pokarmem są duże drewniane kleszcze. Wśród gatunków, które je, są również bardzo trujące. Jednak ich „trucizna” nie wpływa na żabę.

Mechanizm, przez który ta trucizna wchodzi do jelit żaby do jej gruczołów skóry bez zatrucia jej, nie jest jeszcze w pełni zrozumiały. Naukowcy sugerują, że być może toksyczne cząsteczki są trawione przez enzymy trawienne na „części”, które są indywidualnie transportowane do gruczołów skórnych, gdzie następnie się ponownie gromadzą.

Istnieje jednak inna wersja żaby uzupełniającej „arsenał broni chemicznej”. Być może w jelicie powstaje określone środowisko (na przykład bardzo alkaliczne), w którym trucizna nie wykazuje aktywności. Tak więc toksyna jest praktycznie nieszkodliwa. Pochłaniając przez ścianę rurki trawiennej jako całości, dociera do gruczołów skórnych, których wewnętrzne środowisko pozwala na zwiększenie aktywności trucizny.

Co ciekawe, wszyscy przedstawiciele grupy żab południowoamerykańskich, w tym Eleutherodactylus iberia, są trujący. Co więcej, większość z nich czerpie swoją „śmiercionośną broń” także z pożywienia, pożerając jadowite gąsienice, robaki i robale, które zawsze są obfite w lasach tropikalnych. W wielu przypadkach żaby hodowane w niewoli utraciły swoją toksyczność, ponieważ nie były karmione odpowiednimi owadami. Jednak gdy przywrócono „właściwe” jedzenie, żaby znów stały się niebezpieczne.

Takie zwierzęta, zwane „wtórnie trującymi”, są bardzo powszechne w przyrodzie. Występują wśród owadów, mięczaków, różnych robaków i kręgowców. Najczęściej te stworzenia używają trucizny do ochrony, a nie do ataku. Istnieją jednak wyjątki od tej zasady.

Należą do nich wąż tygrysi (Rhabdophis tigrina), który żyje w wielu regionach Azji Wschodniej, w tym na Dalekim Wschodzie Rosji. Ten drapieżnik ma prawdziwe trujące gruczoły, których tajemnicy używa się podczas polowania. Jednak, jak pokazują ostatnie badania krajowych herpetologów, on sam nie może „zatruć” trucizny, więc pożycza ją od trujących ropuch i ropuch.

Okazało się to w wyniku jednego prostego eksperymentu. Zoologowie podzielili węże na trzy grupy i zastosowali inną dietę - niektórym karmiono wyłącznie trującymi płazami, a innym podawano wyłącznie ryby i nieszkodliwe żaby. Trzeciej grupie zaoferowano mieszane jedzenie.

Kilka tygodni później naukowcy odkryli, że zwierzęta z pierwszej i trzeciej grupy, które otrzymywały ropuchy na lunch i ropuchy, zawierały truciznę w ich gruczołach (jego działanie wykryto, gdy został ugryziony przez węża ofiary). Ale u węży z drugiej grupy zniknął bez śladu, ponieważ ugryziony przez ich ofiarę nie wykazywał objawów zatrucia. Na podstawie tego zoologowie doszli do wniosku, że węże używają trucizny swoich ofiar, aby je zaatakować. Jednak możliwe jest, że węże te przyjmują z jedzeniem nie wszystkie toksyczne substancje trujących płazów, ale tylko niektóre z ich pierwiastków, które mogą aktywować własne toksyny.

Powód, dla którego nawet niektórzy drapieżnicy wolą używać trucizny innej osoby, jest niezwykle prosty. Większość toksycznych substancji, które tworzą trucizny, jest bardzo trudna do syntezy - ich pozyskanie wymaga dużo energii. Cóż, wszystkie żywe istoty, jak wiemy, starają się je ocalić. Dlatego wolą używać gotowej „mikstury” zamiast „gotować” ją samodzielnie.

Czasami takie oszczędności są imponujące. Na przykład muchołówki (Pitohui dichrous) żyjące w Nowej Gwinei mają dużo trucizny w swoich ciałach, co czyni je niejadalnymi dla węży i ​​ptaków drapieżnych. Ta trucizna, bardzo podobna do batrachotoksyn wyżej wymienionych dzięciołów południowoamerykańskich, pochodzi z pożywienia, którym są miejscowe trujące chrząszcze Choresine pulchra. Jednak, jak niedawno ustalono naukowcy, owady te same nie wytwarzają toksyn, ale także przechowują je, gdy jedzą trujące rośliny.

Okazuje się, jakby to było podwójne pożyczanie: ptaki biorą truciznę od chrząszczy, a te od roślin. Możliwe, że wiele żab żywiących się trującymi gąsienicami robi to samo, ponieważ w większości przypadków gąsienice pobierają „truciznę” z liści, którymi żywią się.

Interesujące jest to, że czasami zwierzęta, które zwykle nie przyjmują trucizny, mogą stać się wtórnie trujące. Przez długi czas biolodzy byli zaskoczeni dziwnym zachowaniem jeży. Zauważono, że zwierzęta te często zwilżają igły śliną, ale zoologowie długo nie rozumieli, dlaczego. Odpowiedzi na to pytanie udzielił amerykański zoolog z University of Philadelphia Edmund Brody, który szczegółowo zbadał to zjawisko.

Z jakiegoś powodu Brody wybrał jako przedmiot badań nie zwykłego jeża, ale uszatego żyjącego w Afryce i południowej Eurazji. Obserwując te zwierzęta, odkrył, że gdy jeż zabija ropuchę, najpierw szuka gruczołów, które znajdują się za oczami, a następnie ostrożnie je gryzie, a następnie leczy kręgosłupy śliną za pomocą substancji z tych gruczołów (i dopiero potem to zaczyna jeść ropuchę). „Kiedy po raz pierwszy to zobaczyłem,” przypomniał mi Brody, „wydawało mi się, że zwierzę umrze. Strumień piany wyszedł z moich ust, które wiły się wzdłuż cierni”.

Liczne obserwacje uszatych jeży doprowadziły do ​​wniosku, że starają się zwiększyć moc ochronną cierni, do których używają trucizny innej osoby. Oczywiste jest, dlaczego zwierzęta robiły to cały czas przed jedzeniem: podczas lunchu jeż jest tak porywany przez proces wchłaniania pokarmu, że może nie zauważyć skradającego się drapieżnika. Fakt, że zastrzyki z „leczonymi” igłami są znacznie bardziej bolesne niż zastrzyki ze zwykłymi igłami, potwierdza osobiste doświadczenia Brody'ego i jego uczniów.

Możliwe, że nasz zwykły jeż może zastosować podobną technikę. Dlatego nie radziłbym próbować go głaskać, spotykając go w lesie lub w parku - nagle zanim zjadł ropuchę na lunch ...


Anton Evseev