Janusz i Bogumiła Janewicz: właściciele domu, w którym jesteś mile widziany

W tej sekcji pisaliśmy więcej niż raz o małżeństwach pracujących w branży zoo. Odwiedzając firmę Aquael, spotkaliśmy się z jej właścicielami - Bogumiłą i Januszem Janewiewiczem, małżonkami z prawie trzydziestoletnim doświadczeniem. Profesjonalizm, z jakim Bohumila rozumie zawiłości produkcji, oraz aktywność, z jaką komentuje wszystkie nowe produkty podczas prezentacji produktów, z początku nas wcale nie zaskoczyły. To właśnie powinna być kobieta biznesu. Ale kiedy dowiedzieliśmy się, że równolegle z tworzeniem firmy od zera, budową fabryk (obecnie są ich trzy w majątku firmy) i rozwojem marki Aquael (dziś jest znana na całym świecie), pani Bohumila urodziła dziesięcioro dzieci Panu Janushowi, nasz podziw nie miał granic ! Poprosiliśmy Janusza i Bogumilu osobiście o podzielenie się tajemnicą, jak doprowadzić firmę do pozycji lidera w branży od 25 lat, a jednocześnie stworzyć i utrzymać tak dużą i przyjazną rodzinę.

Rozmówki rosyjsko-polskie

Nasza rozmowa odbywa się w Warszawie przy hojnie zastawionym stole. O gościnności tej pary możesz napisać osobną książkę. Na wpół rosyjska, na wpół polska mowa nie przeszkadza nikomu w rozmowie - wszyscy doskonale się rozumieją. Jeśli nagle Bogumila nie pamięta słowa, zwraca się do męża. Chociaż zna gorzej rosyjski, tak się złożyło, że para zawsze się wspiera. Być może to właśnie ta interakcja wywołuje niesamowitą aurę szczęścia emanującą z nich.

Janusz i Bohumila urodzili się w Polsce. Znajduje się w mieście Głuchów, 80 km od Warszawy, w Wysoku Mazowieckim, 60 km od granicy z Białorusią. Stąd doskonała znajomość języka rosyjskiego Bohumiloy. Ale dwie połówki połączyłem przypadkiem z językiem angielskim.

„Spotkaliśmy się na kursie języka angielskiego podczas studiów na uniwersytecie” - wspomina Janusz. - Były to dodatkowe zajęcia dla studentów wszystkich warszawskich uniwersytetów. Ponieważ nie miałem książki, usiadłem z najpiękniejszą dziewczyną na tych zajęciach. Oczywiście wtedy nadal nie wiedziałem, że później zostanie moją żoną ...

„A po 1,5 roku wzięliśmy ślub”, uśmiecha się Bohumila. - Otrzymałem wykształcenie wyższe w Instytucie Handlu Międzynarodowego w Głównej Szkole Handlowej w Warszawie, ale to już dawno!

Janusz po ukończeniu Liceum w Warszawie kontynuował studia w Politechnice Warszawskiej w Instytucie Energii Mechanicznej i Lotnictwa.

Od rodzinnego hobby po rodzinny biznes

Oczywiście w rodzinie studentów gwałtownie pojawiło się pytanie finansowe: na czym żyć? Pomysł na zaangażowanie w zoobiznes przyszedł od ojca Janusza. W ich rodzinie zawsze były akwaria i ryby - początkowo było to hobby ojca, potem hobby przeszło na jego syna. W 1983 r. Ojciec Janusza otworzył swój pierwszy sklep zoologiczny. W tym czasie w komunistycznej Polsce sytuacja z akwariumistyką była godna ubolewania: brakowało wielu towarów, a tych, które były bardzo niskiej jakości. Był to poważny problem - szczególnie dla właścicieli kilku akwariów. Przydała się więc inżynieria Janusza - choć wcale nie w dziedzinie, w której studiował.

- Pamiętam, że przywieźliśmy pompę do akwarium z wycieczki turystycznej do Czech. Użyłem go jako modelu do mojej pierwszej konstrukcji - Janusz wraca myślami do przeszłości. - Zaczęliśmy zbierać nasze pompy w kuchni naszego mieszkania, które nie było wynajmowane w najlepszej dzielnicy Warszawy. To był upadek 1984 roku. Pompy zostały natychmiast sprzedane w miejskich sklepach zoologicznych, a potem prawdopodobnie zdaliśmy sobie sprawę, że rynek wymaga znacznie większej ilości towarów niż my i moja żona moglibyśmy złożyć w domu.


- Kilka miesięcy później zatrudnili pierwszych pracowników i zaczęli kupować sprzęt - obrabiarki z państwowych fabryk. Pamiętam, że kiedy poszliśmy na rynek zoologiczny z naszymi produktami w Łodzi, właściciele sklepów natychmiast wbiegli i kupili wszystko, co przynieśliśmy ”- echo Bogumili dodaje i ze stałym optymizmem„ to był świetny czas! ”

Zdjęcie: Alpy (Austria), 2008

Wtedy biznes zaczął szybko nabierać tempa. W latach 90. zaczęli produkować filtry wewnętrzne w małej fabryce, która została zbudowana w pobliżu domu rodziców Janusza. Formy do produkcji zostały zakupione za pieniądze, które udało nam się zarobić w latach studenckich na ręcznie składanych towarach. Dziesięć lat później, w 1995 r., Rodzina otworzyła drugą fabrykę i główne biuro w Warszawie, a już w 1998 r. Na północy kraju w Suwałkach - największym ze wszystkich swoich przedsiębiorstw. Następnie wraz z zakładami produkcyjnymi zakupiono niemiecką technologię produkcji pasz, a Aquael dodał do portfolio wysokiej jakości produktów linię pasz dla ryb akwariowych ACTI.

Zdjęcie: Verber (Szwajcaria), 2009

- Oczywiście najtrudniejszy był początek lat 90. Wtedy nawet pomyśleliśmy, że Janusz będzie musiał wyjechać na jakiś czas do USA, żeby zarobić na rozwój firmy, ale potem zdecydowaliśmy się porzucić ten plan. W rezultacie sprzedali mieszkanie i zamiast budować dom, zainwestowali wszystkie pieniądze w zakład, kupili nowe maszyny i technologie. - Teraz, według wielu, mamy najlepszy instrumentalny w Europie w branży biznesu dla zwierząt domowych, chwali się Janusz.

Muszę też powiedzieć, że duży krok, wymagający nowych zadań i obowiązków dla młodej firmy i jej liderów, był początkiem eksportu towarów za granicę. Na początku lat 90. Jankowski po raz pierwszy zaryzykował, biorąc udział w najważniejszej wystawie produktów dla zwierząt domowych - Interzoo w Norymberdze.

Zdjęcie: Kuba, 2004


„Nigdy nie baliśmy się podróżować do innych krajów i pochwalić się naszymi produktami, z których jesteśmy dumni” - mówi Janusz. - Teraz są sprzedawane w ponad 90 krajach.

Oczywiście małżonkowie Jankowicza, podobnie jak przedsiębiorcy w naszym kraju, musieli ciężko się uczyć w tych latach, ale osobiste doświadczenia zdobyte podczas prób i błędów dały im wiele. Janusz przyznaje, że jego zdaniem najtrudniejszą rzeczą było stworzenie struktury firmy: „Nie wiedzieliśmy, jak to wszystko zorganizować” - mówi. „Ale wydaje się, że wynik wypadł całkiem nieźle.”

„Zgadzam się, że stworzenie i organizacja struktury firmy było bardzo trudne” - podnosi Bohumila i dodaje „ale najważniejsze są ludzie”. Zawsze mieliśmy szczęście dla dobrych, lojalnych pracowników. Niektórzy współpracują z nami od początku istnienia firmy do dnia dzisiejszego.

Czterech synów i sześć córek


Jeśli powiemy, że małżonkowie Jankowicza traktują każdego pracownika firmy jak własne dziecko, nie będzie to silna przesada. Ciepło i życzliwość Janusza i Bohumili wydają się wystarczać dla całego świata, a nie tylko dla ich rodziny. Ale wcale nie jest mała: małżonkowie mają dziesięcioro dzieci - czterech synów i sześć córek.

„I wszystkie są różne, żadne inne”, mówi Bo-gumila. - Pierwsza córka urodziła się w 1984 roku, jest w tym samym wieku co firma. (Można powiedzieć, że przywieźliśmy ją z tej podróży do Czech z filtrem próbek, żartuje.) A najmłodsza, Yas, urodziła się w 2005 roku. Jeśli chodzi o starszych, oczywiście chcielibyśmy, aby już zaczęli nam pomagać w biznesie, ale jak dotąd mają inne plany i działania. Wszyscy są kreatywni, inspirowani, jednym słowem, artyści. A mój mąż chciałby co najmniej jednego inżyniera. Całą naszą nadzieję pokładamy w najmłodszych dzieciach, z którymi Janusz już „pracuje” w taki sposób, aby stymulować ich umiejętności technologiczne. I poświęca znacznie więcej czasu na tę lekcję niż starsi. Rzeczywiście, podczas rozwoju firmy zawsze był zajęty.


Niemniej jednak małżonkom Jankowicza doskonale udało się połączyć prowadzenie dużego biznesu i rozległego gospodarstwa domowego.

„Nadal zaskakuje mnie, że jest to możliwe!” - zaraźliwy śmieje się Bohumi-la. - Gdyby ktoś mi to powiedział 30 lat temu, nie uwierzyłbym! Możemy powiedzieć, że urodziliśmy się pod szczęśliwą gwiazdą. Kiedy rodzi się drugie dziecko, zmartwienia są natychmiast znacznie zwiększane. A jeśli masz już pięcioro dzieci i rodzi się szóste dziecko, różnica prawie nie jest odczuwalna.

Ja sam jestem z dużej rodziny. Nasi rodzice mieli siedem lat, a ja jestem najstarszy. Być może dlatego mój instynkt macierzyński jest silniejszy niż innych. Nawet mój mąż śmieje się, że długo po naszym ślubie, kiedy robiłem zakupy do domu, od razu nabyłem to samo dla moich braci i sióstr. Teraz kupuję rzeczy tylko dla mojej dość dużej rodziny.

Teraz najstarsza córka Janusz i Bogumila mają 24 lata, najmłodszy syn ma 4 lata. Niania, która współpracuje z Jankowiczami od ponad 15 lat, pomaga zarządzać dziećmi. W tym czasie stała się, można powiedzieć, członkiem tej przyjaznej rodziny. Dom, w którym mieszka z mężem i dwiema córkami, znajduje się obok bardzo wygodnego domu Janusza i Bohumili.

Wszyscy pracownicy i pracownicy, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać jednogłośnie, mówią: mają wielkie szczęście, że pracują pod przewodnictwem małżonków Jankowicza. Bohumila jest gotowy do argumentowania:

„Zawsze mieliśmy szczęście z ludźmi!” Twierdzi. „Na przykład nie tak dawno przyszedł do nas stróż”. Okazało się, że uczył się z dziećmi w obozach sportowych. Dlatego moje młodsze dzieci chętnie uciekają się do niego po szkole. Zrobił dla nich galerię strzelnic na terenie, a rano zabiera ich na ryby.

Dużym plusem w komunikacji między rodzicami i dziećmi jest to, że główne biuro firmy znajduje się po drugiej stronie ulicy od ich domu. Dlatego podróż do biura i do domu zajmuje bardzo mało czasu. Korzystają z tego również dzieci, które często odwiedzają rodziców w pracy.

Zdjęcie: (od lewej do prawej): Diana, Anya, Staś, Peter, Bohumila i Janusz, Marysya, Emilia, Bodzio, Joanna, Olya, Yas.

Szklanka jest w połowie pełna

Z takim poglądem na życie Janusz i Bohumila idą w parze. Dlatego komunikując się z nimi, natychmiast odczuwasz niezwykłą lekkość i optymizm. Z takim podejściem odnoszą się do wszystkiego, co by zrobili. I mają szczęście z ludźmi, a Bóg wysyła szczęście w interesach, a dzieci są takie cudowne! Nie są przyzwyczajeni do czekania, aż ktoś coś im da - Janusz i Bohumila dają to z wielkim pragnieniem i pomagają tym, którzy tego potrzebują. Na przykład od wielu lat aktywnie współpracują z różnymi organizacjami charytatywnymi. Przekaż pieniądze na domy dziecka i na leczenie chorych dzieci. Organizuj różne konkursy z prezentami. Obsługiwane przez entuzjastów akwarium. Ani jedna prośba o pomoc skierowana do małżonków Jankowicza nie pozostaje bez uwagi.